Boska wizyta
Zapowiadał się zwykły (nie)normalny
dzień... Byłam sama. Sama. Spokój. I najpiękniejsza muzyka życia
czyli...Cisza. Nikt nie mógł mnie odwiedzić, bo wszyscy, którzy
mogliby to uczynić wyjechali...a mimo to usłyszałam pukanie do
drzwi.
To Ty Panie Boże? Zapytałam. Wejdź,
usiądź, pogadamy. Weszła dziewczyna z teczką. Ze sztuką. Pan Bóg
to sztuka. Sztuka jest boska. Obrazy, obrazy, wydrapywane w wosku
piękne. Na jednym z nich widzę Ciebie. Choć ona mówi, że nie,
przecież to starzec! Ale ja widzę. Czyni mi przyjemność
ekspozycji, układa je na moim łóżku. Wiem, że będzie mi chciała
je sprzedać za „bardzo niską cenę”... a w mojej duszy (s)pokój. Kiedy po półgodzinnej przerwie chce mi je wcisnąć, ze
spokojem mówię, że odkąd weszła opowiadała o tym, że chce mi
je tylko pokazać, tylko dać się poznać. I odpowiadam jej, że
czuję się oszukana, że poświęciła dla mnie czas, a teraz czuję
się w obowiązku jej coś dać. Ale mam pokój, bo wiem, że to Ty
pozwoliłeś mi się skonfrontować ze złością, z uprzedzeniem, z
rasizmem intencjonalnym. Dziękuję jej, żegnamy się i wychodzi,
uśmiechnięta wychodzi. A ja uśmiechnięta zostaję z Tobą i
dziękuję Ci za Twą kolejną niespodziewaną wizytę.