środa, 13 czerwca 2018

Boska wizyta

Zapowiadał się zwykły (nie)normalny dzień... Byłam sama. Sama. Spokój. I najpiękniejsza muzyka życia czyli...Cisza. Nikt nie mógł mnie odwiedzić, bo wszyscy, którzy mogliby to uczynić wyjechali...a mimo to usłyszałam pukanie do drzwi.

To Ty Panie Boże? Zapytałam. Wejdź, usiądź, pogadamy. Weszła dziewczyna z teczką. Ze sztuką. Pan Bóg to sztuka. Sztuka jest boska. Obrazy, obrazy, wydrapywane w wosku piękne. Na jednym z nich widzę Ciebie. Choć ona mówi, że nie, przecież to starzec! Ale ja widzę. Czyni mi przyjemność ekspozycji, układa je na moim łóżku. Wiem, że będzie mi chciała je sprzedać za „bardzo niską cenę”... a w mojej duszy (s)pokój. Kiedy po półgodzinnej przerwie chce mi je wcisnąć, ze spokojem mówię, że odkąd weszła opowiadała o tym, że chce mi je tylko pokazać, tylko dać się poznać. I odpowiadam jej, że czuję się oszukana, że poświęciła dla mnie czas, a teraz czuję się w obowiązku jej coś dać. Ale mam pokój, bo wiem, że to Ty pozwoliłeś mi się skonfrontować ze złością, z uprzedzeniem, z rasizmem intencjonalnym. Dziękuję jej, żegnamy się i wychodzi, uśmiechnięta wychodzi. A ja uśmiechnięta zostaję z Tobą i dziękuję Ci za Twą kolejną niespodziewaną wizytę.