Przestałam wierzyć we niektóre nauczania Kościoła... Czuję, że jest to dokładnie to samo uczucie, które spotkało mnie wtedy, gdy zrozumiałam, że moi rodzice są tylko ludźmi i popełniają błędy! Masę błędów. Okazało się, że nie są tacy dojrzali, jakimi się wydawali, albo przynajmniej jakimi ja ich chciałam widzieć. W Kościele wylało się szambo. Wyszły na jaw sprawy, których łatwiej było nie pokazywać, łatwiej było nie widzieć. Kryzys wiary w Kościół i jego nauczania.
Kocham Kościół. Kocham być częścią tego, co sprawia, że odkrywam, że jest coś więcej niż tu i teraz. Kocham momenty, w których odnajduję Boga, w których Go "namacalnie czuję". Kocham kochać. Zdarza mi się czuć w Kościele wolność, być akceptowaną, niestety tylko wtedy, gdy spełniam pewne warunki... A jak nie spełniam? Jestem wykluczona.
Za mało się słyszy o Miłości Boga do człowieka, za wiele o grzechu i jego wadze. O grzechu, który jest przedstawiany jakby miał wielką moc, a przecież został już dawno pokonany na krzyżu.
Jezus powiedział "bierzcie i jedzcie/pijcie z tego WSZYSCY", a do Komunii mogą przystępować tylko osoby w stanie łaski uświęcającej. W którym momencie Jezus zabronił "nieczystym" przychodzić do siebie? Wcale nie dziwię się, że wśród wiernych pokutuje przekonanie, że Komunia jest "nagrodą", a nie tak, jak powinno być- lekarstwem na naszą grzeszność.