niedziela, 17 marca 2019

Dwa słowa o cierpieniu...

Co mi daje cierpienie, kiedy nie widzę sensu w tym cierpieniu?
Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie CO MI DAJE CIERPIENIE, trzeba się zapytać czym to cierpienie jest. Dla mnie cierpienie jest równoznaczne z NIEZGODĄ na zaistniałą sytuację. Cierpienie jest buntem. Kiedy mnie ktoś rani- cierpię, dlatego, że NIE CHCĘ, żeby ten ktoś to robił. Kiedy boli mnie głowa- cierpię, bo nie chcę przyjąć stanu, w którym znajduje się moje ciało. Kiedy brakuje mi pieniędzy, siły, wiary, miłości- cierpię, bo nie chcę, żeby tak było. Brak akceptacji. Podejście do sytuacji, z którymi chcemy się zgodzić i je negujemy, nic nam nie daje. Zaprzeczanie i ucieczka od tego co JEST, i walczenie o to, by było inaczej nie ma sensu. Jest natomiast inny sens cierpienia, który polega na podejściu do sytuacji i PRÓBIE akceptacji. Nie zawsze się udaje, ale chodzi o sam akt woli, który mówi: nie potrafię tego zmienić, nie mogę tego zmienić, akceptuję, że tak jest i pozwalam sobie CZUĆ BÓL i wszystkie inne emocje związane ze stanem, w którym się znajduje. Takie cierpienie ma sens, bo pozwala wzrastać i dojrzewać, a także paradoksalnie zwiększa szanse na zmianę owej sytuacji, niż wtedy, gdy ją negujemy. A nawet jeśli zmiana sytuacji jest niemożliwa, cierpiący może wyciągać z lekcji życia nauki dla siebie, pogłębiać swoje „ja”, stawać się kimś więcej i nie identyfikować się z cierpieniem tj. nie jest już ono mną, ale jest częścią mojego życia.

Dlaczego jedni ludzie cierpią bardziej, a inni mniej?
Według mnie najbardziej cierpią ci, którzy negują swoją sytuację i chcą ją odrzucić. Można również na to pytanie spojrzeć z szerszej perspektywy np. dlaczego jeden człowiek jest chory na chorobę śmiertelną, a drugi tylko na grypę? Odpowiedź nie jest oczywista i podlega wielu dywagacjom, ale trzeba się zapytać jakie są źródła cierpienia. Mi wydaje się, że są dwa. Cierpienie możemy zadawać sobie sami, bądź inni ludzie nam: świadomie bądź nie. Dodatkowo, trzeba wziąć pod uwagę, że każde ludzkie zachowanie wywiera wpływ na innych. Stąd też przykład z chorobami. Choroby są „wytworem” ludzkim. Wzięły się z sposobu istnienia i działania człowieka w środowisku. Jeśli jakiś ogrodnik pryska swoje warzywa i owoce nawozami szkodliwymi dla zdrowia, oczywistym jest, że będzie przez to wpływał na swoich klientów. Brak równowagi w cierpieniach różnych ludzi wynika zatem z faktu, że każdy z nas jest otwarty na różne wpływy, a także w różnych stopniach ranimy sami siebie.

Dlaczego dla większości ludzi łatwiej jest cierpieć "dla kogoś"?
Łatwiej jest cierpieć dla kogoś, bo to nadaje sensu temu cierpieniu. Niektórzy ludzie, nie potrafią go znaleźć w sobie, dlatego przerzucają to na drugie osoby. Dzieje się tak zwłaszcza w przypadku, gdy cierpiąca osoba kocha tę drugą i chce cierpieć, wierząc, że jest to jeden z objawów miłości.

Jakim cudem cierpienie może być strefą komfortu?
Nie spotkałam się nigdy z takim stwierdzeniem, aczkolwiek domyślam się o co może chodzić. Według mnie cierpienie jest strefą komfortu, wtedy gdy samo wyjście z owego cierpienia wymaga od człowieka stanowczej zmiany, podjęcia decyzji i wzięcia odpowiedzialności za to, co się dzieje. Wielu ludzi po prostu woli pozostać w bólu. Np. w domach, w których panuje przemoc, kobieta decyduje się na cierpienie, które w tym wypadku jest jej sferą komfortu i nie potrafi podjąć decyzji i porzuceniu partnera, gdyż to wymaga od niej stanowczości i wzięcia odpowiedzialności za całą sytuację tj znalezienie innego lokum, bądź wyrzucenie partnera, zaopiekowanie się dziećmi i ich przyszłością. Dodatkowo łączy się po z poprzednim pytaniem, gdyż wiele kobiet mówi, że „cierpią dla swoich mężów”, gdyż ci drudzy by sobie bez nich nie poradzili.

Czemu niektórzy ludzie cierpią tak mocno, że popełniają samobójstwo?
Dzisiaj właśnie we Wrocławiu popełnił samobójstwo jeden człowiek, wchodząc na słup wysokiego napięcia i zrzucając się z niego. Chwilę nad tym medytowałam i doszłam do wniosków... że musiał bardzo cierpieć bezsensownie, czyli nie zgadzać się na swoją sytuację. On odpychał swoje wnętrze, uczucia, nie chcąc ich. Zanegował siebie i swoje istnienie. Niestety nie udało się go uratować, choć całe miasto stanęło na jakiś czas. Być może jego cierpienie było pustką? Może już nie czuł wcale żadnych emocji i tak bardzo pragną poczuć cokolwiek.

Jak wyglądałaby radość i przyjemność, gdyby nie było cierpienia?
Radość i przyjemność nie są antonimem do cierpienia. Można być szczęśliwym człowiekiem i cierpieć. Można cierpieć i odczuwać przyjemność. Myślę wręcz, że połączenia pomiędzy tymi stanami są dosyć małe... i śmiem twierdzić, że brak cierpienia wcale nie oznacza radości, szczęścia. Cierpienie natomiast nie jest brakiem szczęścia, ale jak już wcześniej wspomniałam, jest walką ze swoją obecną sytuacją.