wtorek, 5 marca 2019

O tym kim jesteśmy i dlaczego zwykle o tym nie wiemy...

Cześć, jestem Agnieszka, mam kręcone włosy, brązowe oczy, pochodzę z Łabuń. Jestem starszą siostrą Dominiki, a także córką Mamy Madzi i Taty Antosia. Jestem też wnuczką Babci Krysi i Dziadka Józka oraz przyjaciółką moich przyjaciółek i wrogiem moich wrogów. Większość z nich pewnie zdefiniowałaby mnie jako przykładną katoliczkę, więc oto jestem- ja katoliczka. Kim jeszcze jestem? Coś czego nie zapomni podkreślić żaden wegetarianin, przy każdej nadarzającej się okazji! Tak, jestem wegetarianką. Studiuję filologię francuską. Jestem studentką! Poza tym nabyłam również umiejętność bycia klientką – salonu fryzjerskiego, kosmetyczki; bycia pasażerką – autobusu, metra, samolotu; bycia współlokatorką. Za granicami kraju, definiują mnie jako Polkę, więc oto jestem – ja Polka. Do tego „kim jestem” dorzuciłabym jeszcze: wolontariuszką, sąsiadką, przechodniem na ulicy i wynajmującą pokój na stancji. Lista ta nie ma końca. Jak pisał Gombrowicz w Ferdydurke, nie ma ucieczki od form. Zawsze jestem w którejś z tych wymienionych. Nawet pisząc ten tekst, jestem autorką... ale czy na pewno JESTEM?

Czy gdyby odebrać mi jeden z powyższych tytułów, już nie byłabym tym, kim jestem? Czy gdybym nagle przestała być studentką, córką, katoliczką, to nie byłabym już JA? Każdy z tytułów W Y M A G A ode mnie bycia jakąś. Definiuje mnie przez prymat tego JAKA POWINNAM BYĆ, a nie jaka już jestem. Więc powinnam szanować Rodziców, opiekować się młodszą siostrą, pamiętać o Dniu Babci i Dziadka, słuchać zwierzeń moich przyjaciółek, patrzyć się spod oka na wrogów, jako katoliczka- chodzić do kościoła, odmawiać paciorek, jako wege- nie jeść mięsa, walczyć z podmiotowym traktowaniem zwierząt, uczyć się przykładnie tego, co wykładają na uczelni. W środkach transportu, udostępniać miejsce starszym osobom, u fryzjera grzecznie uśmiechnąć się i podziękować za fryzurę, nawet gdybym kolejne godziny miała przepłakać nad zniszczonymi włosami, płacić czynsz za stancję, mówić Dzień dobry sąsiadkom, na ulicy, zachowywać odpowieni odstęp od obcych, nie zakłócając ich sfery prywatnej, szanować ciszę nocną, gdy ktoś śpi w pokoju obok. Pytam. Czy gdy nie zrobię nic z tych czynności... czy przestanę istnieć? Odrzucam te dyrdymały. 

Kim jestem? Wiem, że świat zewnętrzny, ani oczekiwania innych względem mnie, nie pozwolą mi odkryć tej prawdy. Szukam... i znajduję w sobie. W sercu. Cześć, jestem Agnieszka, z greckiego hagne - czysta, dziewicza, nieskalana. Jestem. Dzisiaj mam 16 lat. W moim sercu żyje 16-latka, niegotowa na to, co czeka jej 24-letnie ciało. Nieprzystosowana do dorosłego życia, niegotowa na cierpienie, niepewna, zlękniona, wahająca się, poszukująca, wątpiąca. Pragnę piękna. Pragnę miłości. Pragnę wolności. Jestem tym pragnieniem. W głębi mojego JA czuję, że jestem kobietą. Jestem pączkiem... kwiatu. Chcę zakwitnąć. Chcę być piękna. Przyglądam się bliżej tej 16latce. Spuściła głowę, chyba boi się mi spojrzeć w oczy, czuję jej zmieszanie. Stoi w sukience, którą nosi odkąd pamięta. Na sukience widzę plamy... Plamy z łez, które wylała, plamy z krwi zadanych ran, plamy radości, plamy sukcesów, przetarcia z żużlu, na który upadła, odciśnięte plamy ze złotych serc innych ludzi... Pytam czy zechciałaby się przebrać, ale ona nie chce jej zdjąć i wcale się jej nie dziwię. To jedna z najpiękniejszych sukienek jakie widziałam. Te trudne plamy tworzą idealny wzór, harmonię. Jeszcze chwilę temu, chciałam ją przebrać w inne suknie, te, które dostałam z ust innych ludzi. Suknie z napisem „jestem grzeczna”, „mówię dzień dobry”, „pomogę Ci Mamo”... Teraz podnoszę jej podbródek i spoglądam w jej oczy. Przeszklone, ale ze szczęścia, słyszę cichutko: jak dobrze, że mnie znalazłaś.