Cześć, jestem
Agnieszka, mam kręcone włosy, brązowe oczy, pochodzę z Łabuń.
Jestem starszą siostrą Dominiki, a także córką Mamy Madzi i Taty
Antosia. Jestem też wnuczką Babci Krysi i Dziadka Józka oraz
przyjaciółką moich przyjaciółek i wrogiem moich wrogów.
Większość z nich pewnie zdefiniowałaby mnie jako przykładną
katoliczkę, więc oto jestem- ja katoliczka. Kim jeszcze jestem? Coś
czego nie zapomni podkreślić żaden wegetarianin, przy każdej
nadarzającej się okazji! Tak, jestem wegetarianką. Studiuję
filologię francuską. Jestem studentką! Poza tym nabyłam również
umiejętność bycia klientką – salonu fryzjerskiego, kosmetyczki;
bycia pasażerką – autobusu, metra, samolotu; bycia
współlokatorką. Za granicami kraju, definiują mnie jako Polkę,
więc oto jestem – ja Polka. Do tego „kim jestem” dorzuciłabym
jeszcze: wolontariuszką, sąsiadką, przechodniem na ulicy i
wynajmującą pokój na stancji. Lista ta nie ma końca. Jak pisał
Gombrowicz w Ferdydurke, nie
ma ucieczki od form. Zawsze jestem w którejś z tych wymienionych.
Nawet pisząc ten tekst, jestem autorką... ale czy na pewno JESTEM?
Czy
gdyby odebrać mi jeden z powyższych tytułów, już nie byłabym
tym, kim jestem? Czy gdybym nagle przestała być studentką, córką,
katoliczką, to nie byłabym już JA? Każdy z tytułów W Y M A G A
ode mnie bycia jakąś. Definiuje mnie przez prymat tego JAKA
POWINNAM BYĆ, a nie jaka już jestem. Więc powinnam szanować
Rodziców, opiekować się młodszą siostrą, pamiętać o Dniu
Babci i Dziadka, słuchać zwierzeń moich przyjaciółek, patrzyć
się spod oka na wrogów, jako katoliczka- chodzić do kościoła,
odmawiać paciorek, jako wege- nie jeść mięsa, walczyć z
podmiotowym traktowaniem zwierząt, uczyć się przykładnie tego, co
wykładają na uczelni. W środkach transportu, udostępniać miejsce
starszym osobom, u fryzjera grzecznie uśmiechnąć się i
podziękować za fryzurę, nawet gdybym kolejne godziny miała
przepłakać nad zniszczonymi włosami, płacić czynsz za stancję,
mówić Dzień dobry sąsiadkom, na ulicy, zachowywać odpowieni
odstęp od obcych, nie zakłócając ich sfery prywatnej, szanować
ciszę nocną, gdy ktoś śpi w pokoju obok. Pytam. Czy gdy nie
zrobię nic z tych czynności... czy przestanę istnieć? Odrzucam te
dyrdymały.
Kim
jestem? Wiem, że świat zewnętrzny, ani oczekiwania innych względem
mnie, nie pozwolą mi odkryć tej prawdy. Szukam... i znajduję w
sobie. W sercu. Cześć, jestem Agnieszka, z greckiego hagne
- czysta, dziewicza,
nieskalana. Jestem. Dzisiaj mam
16 lat. W moim sercu żyje 16-latka, niegotowa na to, co czeka jej
24-letnie ciało. Nieprzystosowana do dorosłego życia, niegotowa na
cierpienie, niepewna, zlękniona, wahająca się, poszukująca,
wątpiąca. Pragnę piękna. Pragnę miłości. Pragnę wolności.
Jestem tym pragnieniem. W głębi mojego JA czuję, że jestem
kobietą. Jestem pączkiem... kwiatu. Chcę zakwitnąć. Chcę być
piękna. Przyglądam się bliżej tej 16latce. Spuściła głowę,
chyba boi się mi spojrzeć w oczy, czuję jej zmieszanie. Stoi w
sukience, którą nosi odkąd pamięta. Na sukience widzę plamy...
Plamy z łez, które wylała, plamy z krwi zadanych ran, plamy
radości, plamy sukcesów, przetarcia z żużlu, na który upadła,
odciśnięte plamy ze złotych serc innych ludzi... Pytam czy
zechciałaby się przebrać, ale ona nie chce jej zdjąć i wcale się
jej nie dziwię. To jedna z najpiękniejszych sukienek jakie
widziałam. Te trudne plamy tworzą idealny wzór, harmonię. Jeszcze
chwilę temu, chciałam ją przebrać w inne suknie, te, które
dostałam z ust innych ludzi. Suknie z napisem „jestem grzeczna”,
„mówię dzień dobry”, „pomogę Ci Mamo”... Teraz podnoszę
jej podbródek i spoglądam w jej oczy. Przeszklone, ale ze
szczęścia, słyszę cichutko: jak dobrze, że mnie znalazłaś.